• Ooookej, przyznaję się do posiłkowania się tym ostatnim punktem 😛 Nienawidzę, pasjami nienawidzę parkować na mieście. W galeriach handlowych jeszcze spoko, ale gdzieś w centrum to już koszmar. Nie wiadomo, czy znajdzie się miejsce, gdzie będzie parkomat, czy w ogóle tam jest strefa (no, w 99% przypadków można z góry prawidłowo założyć, że JEST), na pewno będą na mnie trąbić, bo za wolno parkuję, a jak się pomylę i wjadę tam, gdzie mi nie wolno, albo się zapętlę i nie będę umiała wyjechać… Także tego 😀

    O, ale dodałabym do listy jeszcze jedną wymówkę: „Nie umiem tym autem”. Na co dzień jeżdżę Yariską, którą wielbię, bo do miasta jest doskonała. Nie znoszę niskich aut, bo czuję się, jakbym jechała po asfalcie i nie widziała w ogóle drogi. Za to kocham się w terenówkach (Rav4 <3), chętnie pożyczam od Rodziców Hondę CR-V… która ma automatyczną skrzynię biegów. Rok mi zajęło przekonanie się do tego, by spróbować nauczyć się prowadzić automat, a kolejne dziesięć minut jazdy za kierownicą rzeczonego automatu zajęło mi pokochanie go 😀

    • Bardzo słuszna uwaga 🙂 Zupełnie o tym zapomniałam! Muszę dodać to do wpisu 😉 Ja również z reguły nie jeżdżę nieswoim autem 😉 Ciekawi mnie automat, nigdy nie próbowałam, ale słyszałam dobre opinie 🙂

  • Paulina świetnie pokazujesz nasze wymówki. I masz w tym rację, bo jesteśmy w stanie wymyślić wiele powód na to, aby jednak nie jeździć. I niestety- u mnie też występowały i występują.
    Najgorsze jest to, że czym dłużej nie jeździmy tym jest trudniej. Czas działa bardzo na niekorzyść. I tak było u mnie. Ostatnim razem miałam dość długą przerwę ( chyba 2-3 lata) i nie jeździłam, mąż zrobił prawo jazdy, ja nie musiałam się stresować, on jeździł szybciej niż ja 🙂 I czym więcej minęło czasu tym było trudniej. W końcu przestałam jeździć. I najzwyczajniej bałam się znów wsiąść za kółko. Miałam wiele razy się przełamać ale się nie udawało. Nawet kupiłam kilka godzin z instruktorem , żeby poczuć się pewniej, ale na tym się skończyło 🙁 Umówiłam się z mężem na termin, że do któregoś dnia znów wsiadam za kółko. Termin przesunął się w czasie. Ale w końcu wzięłam się za siebie- kupiłam znowu jazdy doszkalające i zaczęłam jeździć na krótkie trasy- tam gdzie jest mi potrzebne- sklep, zakupy. Później nowe trasy – sprawdzanie trasy w internecie no i ruszam:) Od jakiegoś czasu wyruszam do centrum, co jest dla mnie sukcesem – ruch większy, tramwaje 🙂 Jeżdżę- jeszcze nie tak często jakbym chciała i raczej po swoje drobne sprawy, ale i tak świetnie – bo mam ten komfort, że nie jestem zależna od męża. Chcę jechać do koleżanki- jadę. Na kawę- jadę. Do sklepu- jadę 🙂 Raczej jeżdżę sama, choć jakiś czas temu przewoziłam całą naszą 3-kę. Kolejny cel to wyruszenie razem w dłuższą trasę 🙂

    • Dziękuję Ci, że przedstawiłaś jak to wygląda u Ciebie. Kiedy będziemy o tym mówić może dodamy odwagi innym kobietom. Cieszę się, że się przełamałaś 🙂 Najlepiej zaczynać tak jak Ty – od małych kroczków i stopniowo zwiększać odległości i odkrywać nowe trasy. Życzę powodzenia w osiąganiu Twoich motoryzacyjnych celów 😉

  • nie mam wymówek, bo uwielbiam prowadzić! I w długich trasach to ja jestem upierdliwa i żądam od M zamiany za kółkiem. Jedyne czego nie lubię to wsiadać za kółko auta, którego nie znam, gdy jadę daleko.

  • „Nie lubię jeździć samochodem. Jestem kiepskim kierowcą. Źle się czuję za kierownicą. Nie nadaję się do tego… ” jakbym słyszała siebie 😀 nigdy nie siedziałam za kółkiem, nigdy mnie do tego nie ciągnęło. wiem, że najprawdopodobniej nigdy nie zrobię prawa jazdy – nie wszystko jest dla wszystkich.

    • Nigdy nie mów nigdy 😉 Ja też się zarzekałam, że się do tego nie nadaję, kiedy patrzyłam jak moi znajomi w wieku 18 lat robili prawko. Po paru latach stwierdziłam, że prawo jazdy jednak bardzo by mi się przydało. Ale jasne – nie ma sensu się zmuszać do czegoś, na co nie masz ochoty. Martwi mnie tylko, że z ust żadnego faceta takich słów nie słyszałam, a w nas – kobietach takie myślenie jest gdzieś głęboko zakorzenione 😉

      • według mnie facet bez prawa jazdy to nie facet. może stereotypowo, ale prawdziwie 😀

        • biadolik

          W takim razie do „niechby pił, niechby bił, byle był” trzeba by dołączyć „byle prowadził” ^^

  • Dziewczyny, ja poległam na całej linii, aż mi wstyd. Zrobiłam prawko jak tylko skończyłam 18 lat (bo przecież trzeba mieć) i od tamtej pory nie jeździłam. Nie miałam za bardzo gdzie i z kim. Teraz panicznie boję się wsiąść za kółko. Co z tym fantem zrobić?

    • Nie ma się czego wstydzić, to wcale nie jest taka rzadka sytuacja 😉 Najlepiej wykup sobie jazdy w jakiejś szkole w Twojej okolicy. Możecie przećwiczyć trasy, które chciałabyś na początek pokonywać, parkowania itd. A potem już samo pójdzie 🙂 Byleby nie robić zbyt dużych przerw. Powodzenia 🙂

  • Zdecydowanie za dlugo unikam jazdy samochodem 🙁 O ile jazda po moim miasteczku nie stanow problemu, to przerazamnie jazda po Warszawie (w ktorej de facto mieszkam). Ale chyba w koncu pora cos z tym zrobic ;/

    • Wiadomo, każdy woli jeździć po znanych trasach. Kiedy bałam się gdzieś jeździć pomagało mi „przerobienie” danej trasy kilkukrotnie jako pasażer 🙂 Najgorsze to się przemóc. Ale warto pojechać raz czy drugi gdzieś niedaleko i stopniowo zwiększać poziom trudności 😉

  • niestety muszę przyznać, że stosowałam już każdą z wymienionych przez Ciebie wymówek 😛 Po prostu się, boje że moje nieogarnięcie tematu sprawi, że na środku skrzyżowania zgaśnie mi auto (tak, wiem, straszna tragedia), będę musiała (nie daj Boże!) kogoś wyprzedzić, albo wjadę na rondzie nie na ten pas co powinnam… ach te lęki.. 😉
    /magdasierocinska.wordpress.com/

  • Masz rację – praktyka czyni mistrza. Wszystkie wymówki chyba wykorzystałam, ale jak musiałam jeździć, bo mąż starszą córkę woził do przedszkola, a ja musiałam młodszą do żłobka, to nie miałam wymówek 🙂 Więc zasada – musisz, więc jeździsz – działa najlepiej 🙂

  • Asia

    No uśmiałam się do łez. Jednak ze wstydem muszę stwierdzić, że robiłam podobnie. W momencie kiedy musiałam pojechać sama, bo faceta nie było, a sprawy trzeba pozałatwiać wsiadłam z duszą na ramieniu. O dziwo w drodze powrotnej stwierdziłam, że mi się podoba. Ja mam jeszcze wymówki, że musimy jechać przez to trudne rondo albo trasą toruńską albo trzeba wjechać stromym podjazdem czy tzw. ślimakiem 😉

    • Oj tak 🙂 Ja też stosowałam tą wymówkę.. że przecież nie pojadę przez to rondo… ale jak musiałam to pojechałam i okazało się, że nie taki diabeł straszny 😉

  • Nigdy nie znajdowałam wymówek, bo od momentu odebrania prawka uwielbiam prowadzić 😉

  • Twój blog jest stworzony dla mnie! Nie lubię jeździć samochodem, boję się i mnie to stresuje. Z drugiej strony nie chcę przestawać, bo jednak czasem się to przydaje.
    Moje problemy wynikają głównie z mojej beznadziejnej orientacji w terenie. Zaraz po zrobieniu prawa jazdy jeździłam bardzo pewnie, ale kilka razy się kompletnie zgubiłam, sama, w nocy, nie mogąc ogarnąć, gdzie jestem, poziom stresu podskoczył, a ja się zraziłam. O dziwo nigdy nie bałam się wykonywania jakichś konkretnych manewrów albo trudnych miejsc. Boję się jazdy tak ogólnie 🙂
    Obecnie staram się jeździć w miarę regularnie, znanymi trasami, żeby przełamać lęk i jakoś to idzie powoli do przodu.

    • Witaj Zofsa 🙂 Fajnie, że się przełamałaś i starasz się jeździć regularnie- najgorsze co można to robić sobie długie przerwy (coś o tym wiem 😉 ). Co do orientacji w terenie, może nawigacja w telefonie pomoże? Ja czasem włączam tak dla pewności nawet jeśli „jako tako” znam trasę:)

      • Na początku odradzano mi nawigację, żeby się skupić na drodze i nie rozjokarzać. Teraz myślę, że mogłoby to zadziałać, tylko że już nie mam takiej odwagi, jak na początku, żeby się wybrać w dłuższą nieznajomą trasę. Ale małymi krokami do przodu!

  • xfreyahx

    Co do punktu „Boli mnie głowa”, ogólnie zdrowotnie jak się źle czuję czy nie czuję się na siłach, żeby prowadzić to nie prowadzę. Co innego jak MUSZĘ (vide powrót latem spod Krakowa z przeziębieniem i bez zapasowego kierowcy). Choruję na cukrzycę i nie wsiadam za kółko przy niskim poziomie cukru, bo jest to niebezpieczne.

    • To prawda – bardzo rozsądnie z Twojej strony. Czytałam kiedyś, że prowadzenie po nieprzespanej nocy jest podobnie niebezpieczne jak prowadzenie pod wpływem alkoholu. Oczywiście w tekście miałam na myśli „naciągane” wymówki 😉

  • EAgroup Pl

    Zamiast wymówek, lepiej przeczytać jak stać się lepszym kierowcą:)
    Może komuś się przyda: http://przeglad-samochodowy.pl/porady/232-jak-dobrze-jezdzic-samochodem-prawidlowe-i-pomocne-nawyki

  • biadolik

    Ja nie prowadzę w ogóle (mieszkam w dobrze skomunikowanym ze „światem” miasteczku) i mam gdzieś presję społeczną. Zdążyłem się nasłuchać, że „w dzisiejszych czasach…”, „co, gdy będziesz miał dziecko?”, „inni aż proszą rodziców o zgodę na kurs prawa jazdy” etc.
    Moje życie, moja sprawa, mój brak samochodu. A jeśli komuś to nie odpowiada, to niech trzyma się ode mnie z daleka. Ot, tyle w tej kwestii.

    Oczywiście rozumiem ludzi, którym auto jest bardzo potrzebne, bo np. mieszkają na wygwizdowie! I nie potępiam kierowców 🙂




Sklep w przebudowie

Znajdziesz w nim akcesoria samochodowe stworzone z myślą o kobietach. Żeby nie przegapić ponownego otwarcia,  już dziś zapisz się na NEWSLETTER. W prezencie otrzymasz rabat na pierwsze zakupy!

FreshMail.pl